niedziela, 13 listopada 2016

PACHNĄCE RÓŻAMI: Evree- różany tonik do twarzy


Szczerze mówiąc firma Evree ostatnio króluje w moich zakupach, a zaczęło się właśnie od produktu, który widzicie na zdjęciach. Różany tonik tak bardzo przypadł mi do gustu, że zaraz sięgnęłam po inne kosmetyki tej firmy. Evree jest dostępna w Rossmanach i na pewno w Naturach, a koszt takiej buteleczki wynosi 14,99zł (obecnie na promocji w Rossmanie za 10,99zł).

czwartek, 10 listopada 2016

Adina Grigore- "Szczęśliwa skóra. Naturalny program domowej EKOpielęgnacji"


Wydawnictwo: Galaktyka
Liczba stron: 272
Data wydania: 10 września 2015

Opis:

Wypryski... Suchość... Zaczerwienienie... Nadmierne przetłuszczanie się...
Jeśli jesteś taka, jak większość kobiet, zapewne już od dawna prowadzisz nieustanną walkę, wręcz batalię, o idealnie (lub przynajmniej dobrze) wyglądającą skórę. Być może jesteś sfrustrowana i zmęczona coraz to nowszymi i zwykle mocno rozczarowującymi (oraz drogimi) rozwiązaniami. Jak myślisz, dlaczego posiadanie pięknej skóry jest takie trudne?


niedziela, 6 listopada 2016

NATURALNIE: Vianek- emulsja myjąca do twarzy

Od dłuższego czasu staram się wymienić wszystkie swoje wypełnione chemią kosmetyki, na te bardziej naturalne i co najważniejsze- nietestowane na zwierzętach. Poszukując takich firm natknęłam się w Naturze na markę Vianek i Sylveco, których skład bardzo pozytywnie mnie zaskoczył i co sprawiło, że obecnie testuje kilka produktów z tych firm. Najdłużej jest ze mną emulsja myjąca do twarzy, o której jestem w stanie napisać już coś więcej. 



Jak już wspomniałam produkty tej marki można dostać w Naturze lub na oficjalnej stronie- KLIK. Emulsja kosztowała mnie 18,99zł i ma pojemność 150ml. Produkt jest w całości naturalny i przyjazny zwierzętom, a do tego trzeba przyznać, że ma naprawdę piękne, proste opakowanie, które cieszy oko i dodatkowo ładnie wygląda na łazienkowej półce.

środa, 2 listopada 2016

Premiery: BRIDGET JONES 3


Opis:

Na trzecią filmową część niekończących się miłosnych zawirowań w życiu Bridget Jones fani na całym świecie czekali lata. Laureaci Oscara – Renée Zellweger i Colin Firth powracają w kontynuacji ikonicznej komedii o miłosnych i zawodowych przygodach Bridget Jones, autorki najzabawniejszego pamiętnika w historii kina i literatury. Od premiery pierwszej filmowej części minęło 14 lat, Bridget to dziś zupełnie inna kobieta. Dobiega pięćdziesiątki, zamiast szelestu kartek w jej pamiętniku usłyszymy raczej odgłos stukania w klawiaturę laptopa. Tak, Bridget Jones idzie z czasem! Ok, może nie radzi sobie z tym doskonale, bo czas ten wpływa także na jej urodę, ale przy dobrym drinku staje się królową facebooków, instagramów, snapchatów i innych mediów społecznościowych.

sobota, 29 października 2016

Zoeva- Cocoa Blend


Przechodziłam już przez kilka firm produkujących palety do makijażu, począwszy od tych najtańszych z H&M, przechodząc do Essence, Sleek, MakeUp Revolution, Inglot, a obecnie Zoeva. Najważniejsza jest dla mnie pigmentacja i praca z cieniami. Z czasem zauważyłam niestety smutną regułę, która w innych przypadkach nie zawsze się sprawdza, ale w przypadku cieni jak najbardziej- im wyższa jakość tym wyższa cena. Tak więc, rozpoczęłam poszukiwania palety idealnej w nieco droższych (do 100zł) firmach i padło na Zoevę i Cocoa Blend. Jakie są moje odczucia? Jeżeli jesteście zainteresowani do zapraszam dalej. 

czwartek, 27 października 2016

Premiery: INFERNO


Opis:

Robert Langdon budzi się we florenckim szpitalu i za sprawą tajemniczego przedmiotu zostaje celem obławy. Ucieka z pomocą doktor Sienny, podążając śladem wskazówek zawartych w poemacie Dantego.

wtorek, 25 października 2016

Jesienne zachcianki

Jesień objawiła nam się chyba w najmniej przyjazny sposób- deszczem i nagłym ochłodzeniem, na co po tak upalnym wrześniu nie byłam przygotowana. Dlatego dosłownie w jednej chwili letnie sukienki trzeba było zamienić na ciepłe swetry i parasole, a co za tym idzie pojawiły się w mojej głowie nowe, jesienne "zachcianki", przez które mój portfel najpewniej zbankrutuje. Choć właśnie w tej chwili, deszcz leje za oknem to muszę przyznać, że jesień jest moją ulubioną porą roku- złote liście, ciepła herbata i dobra książka- to mój ulubiony sposób na relaks. Nie przedłużając, pokażę Wam za czym będę się rozglądać w najbliższym czasie:


środa, 19 października 2016

J.R.R. Tolkien- "Hobbit"


Liczba stron: 234 (zależy od wydania)
Wydawnictwo: Iskry, Amber
Oryginalny tytuł: The Hobbit or there and back again
Data wydania: 1938 rok

Opis:

Pierwsza książka Tolkiena zdobyła tak ogromną popularność, że dziś trudno wręcz spotkać kogoś, kto nie słyszałby o hobbitach. Od 1937 roku jest nieprzerwanie wznawiana na całym świecie.Tolkien napisał ją dla swoich dzieci, ale stała się klasyką i wstępem do Władcy Pierścieni.To właśnie w Hobbicie Tolkien po raz pierwszy odmalował wypełnionąprzez smoki, czarodziei i magiczne przedmioty krainę, którą przemierzają niezwykli bohaterowie w odwiecznej walce dobra ze złem.Hobbit to opowieść o niezwykłej podróży podjętej przez krasnoludy, które wyruszają wykraść strzeżone przez smoka złoto. Ich nieoczekiwanym partnerem staje hobbit Bilbo Baggins. Bilbo, jak wszyscy hobbici, bardzo sobie ceni dobre jedzenie, spokój i wygodę, ale jego udziałem staje się wielka przygoda...

środa, 28 września 2016

Włodek Markowicz- "Kropki"


Liczba stron: 360
Wydawnictwo: Flow books
Data wydania: 18 maja 2016

Opis:

Jeden z najpopularniejszych vlogerów pisze o rzeczach, o których sam chciałby usłyszeć jeszcze kilka lat temu.Napisałem o rzeczach, o których sam chciałbym usłyszeć jeszcze kilka lat temu. Przeprowadzam czytelnika przez moją drogę ku dorosłości, pokorze i zrozumieniu. Odkrywam prawdziwe znaczenia bycia sobą, zdrowego egoizmu i fałszywego altruizmu. Wciąż uczę się mniej brać, a więcej dawać.Boli mnie ludzka krzywda, jaką sobie nieświadomie nawzajem wyrządzamy.

wtorek, 6 września 2016

piątek, 2 września 2016

Łupy- sierpień


 W sierpniu przybyło mi sporo kosmetyków, których po części byłam bardzo ciekawa, a z drugiej strony były mi bardzo potrzebne w mojej codziennej pielęgnacji. W moich nowościach nie zabrakło paru perełek, które ostatnio brylują na naszych polskich, kosmetycznych blogach. Nie przedłużając przejdźmy do produktów:


niedziela, 21 sierpnia 2016

Maybelline- BROWdrama


Jako posiadaczka nieokrzesanych brwi z całą przyjemnością testuje szereg produktów, która mają za zadanie je ujarzmić. Moje brwi są gęste, długie, szybko rosną i z natury są dość ciemne w porównaniu do mojego koloru włosów. Maskarę z Maybelline kupiłam jakoś marcu tego roku i od tamtego czasu używam jej prawie codziennie.  Możecie ją kupić w każdym Rossmannie za cenę 28,79zł (kupiłam ją wtedy na promocji za jakieś 20zł) i opakowanie mieści 7,6ml. Maskara jest ważna przez 6 miesięcy od otwarcia i muszę przyznać, że początkowo bałam się, że jej nie zużyje jednak przy codziennym używaniu już wiem, że niedługo będzie jej koniec.

czwartek, 18 sierpnia 2016

Obejrzane filmy (6)


Po dramatycznym wypadku samochodowym, młoda kobieta odzyskuje przytomność w podziemnym schronie. Od mężczyzny, który się nią opiekuje, dowiaduje się, że nie tylko ocalił jej życie. Śmiercionośny atak chemiczny skaził Ziemię, czyniąc ją niemożliwą do zamieszkania. Zdezorientowana, przerażona kobieta decyduje, że musi wydostać się ze schronu, bez względu na to, co zastanie po wyjściu na ziemię.

Film zapowiadał się naprawdę ciekawie i już od pierwszych scen siedziałam jak na szpilkach obserwując główną bohaterkę. Od początku jesteśmy trzymani w napięciu i niewiedzy co tak naprawdę jest prawdą i czy faktycznie powierzchnia ziemi została skażona, czy też nasza bohaterka została zamknięcia w schronie przez psychopatę. Nie jest to horror, a thriller i moim zdaniem bardzo dobry thriller. Film niesamowicie mnie wciągnął, bo sama zmieniałam zdaniem chyba 100 razy na temat tego czy wspomniany w opisie mężczyzna faktycznie uratował jej życie, czy też nie. 3/4 produkcji jest świetna. Całkowicie bez zarzutów. Jednak jest to jeden z tych filmów, w których końcówka wszystko psuje. Nie wiedziałam czy mam być zła czy się śmiać z tego jak reżyser postanowił zakończyć całą historię. "Cloverfield Lane 10" polecam tylko w momencie, w którym przy końcówkę będzie przygotowani na mnóstwo kiczu. Nie wiem jak można zepsuć tak dobrą produkcję. 

niedziela, 14 sierpnia 2016

Stara Mydlarnia- olejek z jojoby



Przez ostatnie parę miesięcy staram się skompletować taki zestaw kosmetyków do pielęgnacji twarzy, aby moja twarz była jak najbardziej nawilżona. Zdecydowanie większą wagę zaczęłam przywiązywać do naturalnego składu produktów, więc w mojej kosmetyczce nie mogło zabraknąć organicznego serum do twarzy z jojoby i witaminy E.

wtorek, 9 sierpnia 2016

Brittainy C.Cherry- Powietrze którym oddycha




Tytuł oryginału: The Air He Breaths
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 20 lipca 2016

Opis:


Ostrzegano mnie przed Tristanem Colem.



„Trzymaj się od niego z daleka”, mówili.
„Jest okrutny”.
„Jest zimny”.
„Życie go nie oszczędzało”.

Łatwo skreślić człowieka na podstawie jego przeszłości. Właśnie dlatego łatwo dostrzec w Tristanie potwora.

Ale ja nie potrafiłam tego zrobić. Zaakceptowałam spustoszenie, które w nim panowało. Sama czułam się bardzo podobnie.

Oboje wypełnieni pustką.
Oboje szukający czegoś innego. Czegoś więcej.
Oboje pragnęliśmy poskładać roztrzaskane fragmenty naszej przeszłości.

Może wtedy moglibyśmy nareszcie przypomnieć sobie, jak się oddycha.

sobota, 6 sierpnia 2016

Makeup Revolution- Naked chocolate


Jeżeli czytacie mojego bloga to wiecie, że mam w swoim kuferku dwie czekoladowe paletki. O jednej z nich już pisałam (o tutaj), a dzisiaj przyszła pora na białą czekoladę- Naked chocolate. Produkt tak samo jak jego siostra kosztuje 39,90 zł i jest dostępny w większości sklepów internetowych. 

środa, 3 sierpnia 2016

Dale Carnegie- Jak przestać się martwić i zacząć żyć


Liczba stron: 365
Data wydania: ok 2013
Wydawnictwo: StudioEMKA
Tytuł oryginału: How to stop worrying and start living

Opis: 

Według autora, zamartwianie się to też nałóg, taki jak palenie papierosów. Można się więc z niego wyleczyć... Nie jest to łatwe, ale udało się już milionom ludzi na całym świecie. Książka zawiera praktyczne wskazówki, jak pozbyć się obaw i lęków, jak znosić krytykę i wyciągać z niej wnioski, jak unikać zmęczenia i wyglądać młodo, jak wydłużyć dzień o godzinę czyli po prostu jak odnaleźć sens życia i jego smak.

sobota, 30 lipca 2016

Łupy- czerwiec, lipiec


Pamiętam jak miałam swojego pierwszego bloga kosmetycznego i kupowałam tony, naprawdę tony kosmetyków (szczególnie lakierów), których nawet nie byłam w stanie zużyć. Można ze spokojem stwierdzić, że wtedy liczyła się dla mnie bardziej ilość, różnorodność, a niżeli jakość. Nie myślałam o tym czy faktycznie czegoś potrzebuje czy też jest to tylko moje widzi-mi-się, które za chwile się zmieni. Od tamtych chwil minęło już sporo czasu i faktycznie muszę przyznać, że człowiek dojrzewa nawet w tych, można by stwierdzić banalnych, nic nie znaczących sprawach. Obecnie zanim coś kupię dwa razy zastanowię się czy naprawdę będę używać tego kosmetyku i czy nie posiadam już czegoś podobnego. Częściej wolę uzbierać sobie na jakiś nieco droższy kosmetyk niż na te tanie, które często się u mnie nie sprawdzają (wiadomo, bywa różnie). 

sobota, 23 lipca 2016

"Dwór cierni i róż"- Sarah J.Maas


Liczba strony: 524
Wydawnictwo: Uroboros
Data wydania: 27 kwiernia 2016
Tytuł oryginału: A Court of Thorns and Roses

Opis:

Dziewiętnastoletnia Feyre jest łowczynią – musi polować, by wykarmić i utrzymać rodzinę. Podczas srogiej zimy zapuszcza się w poszukiwaniu zwierzyny coraz dalej, w pobliże muru, który oddziela ludzkie ziemie od Prythian – krainy zamieszkanej przez czarodziejskie istoty. To rasa obdarzonych magią i śmiertelnie niebezpiecznych stworzeń, która przed wiekami panowała nad światem.
Kiedy podczas polowania Feyre zabija ogromnego wilka, nie wie, że tak naprawdę strzela do faerie. Wkrótce w drzwiach jej chaty staje pochodzący z Wysokiego Rodu Tamlin, w postaci złowrogiej bestii, żądając zadośćuczynienia za ten czyn. Feyre musi wybrać – albo zginie w nierównej walce, albo uda się razem z Tamlinem do Prythian i spędzi tam resztę swoich dni.
Pozornie dzieli ich wszystko – wiek, pochodzenie, ale przede wszystkim nienawiść, która przez wieki narosła między ich rasami. Jednak tak naprawdę są do siebie podobni o wiele bardziej, niż im się wydaje. Czy Feyre będzie w stanie pokonać swój strach i uprzedzenia?



środa, 20 lipca 2016

My Secret- Face Illuminator Powder (Princess Dream)


Staram się na zmianę dodawać raz post dotyczący kosmetyków i raz dotyczący filmów/książek, dlatego dzisiaj sprawdzając zrobione wcześniej zdjęcia byłam szczerze zaskoczona, że jeszcze nic nie napisałam o rozświetlaczu wypiekanym z MySecret. Jest to najpewniej spowodowane tym, że większość urodomaniaczek posiada już ten produkt i jest on na tyle popularny, że mój post będzie powieleniem tego co zostało na jego temat już napisane. Tak, ja również jestem jego wielką i oddaną fanką.

sobota, 16 lipca 2016

"Panika"- Lauren Oliver


Data wydania: 2 lutego 2016
Wydawnictwo: Otwarte
Oryginalny tytuł: Panic
Liczba stron: 360

Opis:

Wyobraź sobie senne, pogrążone w beznadziei miasteczko.
Wyobraź sobie dziewczynę, która nie wierzy, że może ją spotkać coś dobrego.
Wyobraź sobie grę, w której każdy musi podjąć śmiertelne ryzyko, by wygrać wielką nagrodę – przepustkę do lepszego życia.
Ta gra to Panika. Nikt nie wie, kim są sędziowie, którzy wymyślają zadania i czuwają nad przebiegiem rywalizacji. Uczestnicy zostają zmuszeni do przesunięcia własnych granic, do wyjścia poza strefę bezpieczeństwa, do stawienia czoła najgłębszym lękom.
Dziewczyna ma na imię Heather. Od zawsze pogardzała grającymi w Panikę. Ale kiedy jej chłopak odchodzi do innej, pełna wściekłości, bólu i rozpaczy zmienia swoje podejście i decyduje się przystąpić do rywalizacji. Nigdy nie spodziewała się, że to zrobi. Aż do tego lata.

środa, 13 lipca 2016

Wibo- Million dollar lips nr 1 i 2


Muszę się Wam przyznać, że prosto z mojego uzależnienia od lakierów do paznokci wpadłam w uzależnienie od produktów do ust. Cały czas staram się nie dublować kolorów i nie mam dużo pomadek (10sztuk). Wśród nich staram się zbierać te, które naprawdę się u mnie sprawdzają i które używam z przyjemnością. Między nimi swoje miejsce znalazły dwie płynne, matowe pomadki z Wibo Million Dollar Lips. Możecie je bez problemu znaleźć w każdym Rossmannie w cenie 11,29zł. Produkt ma pojemność 3 ml, co w tym przypadku jest akurat plusem ponieważ jego ważność wynosi zaledwie 6 miesięcy, wiec ze spokojem zdążymy go zużyć, tak by nie wyrzucać w połowie pełnego opakowania.

sobota, 9 lipca 2016

TheBalm- paletka In theBalm of Your Hand


Dzisiaj parę słów o palecie, z którą nie rozstaje się już od ponad dwóch miesięcy. In theBalm of Your Hand pokazywałam Wam już w kwietniu przy okazji moich łupów. Postanowiłam wtedy zrobić sobie "mały" prezent i zajrzeć do stoiska theBalm w Douglasie. Przepadłam całkowicie. Nie wiedziałam na co się zdecydować, aż w końcu postawiłam na paletę ze wszystkimi miniaturkami kultowych kosmetyków tej firmy. Kupiłam ją za 189zł (wcześniej podobno kosztowała 245zł) i według producenta jej ważność wynosi 12 miesięcy, co według mnie może być trochę mało jak na zużycie nawet tych miniatur (aczkolwiek muszę zaznaczyć, że nie maluję się codziennie). Co tu dużo mówić, przejdźmy do konkretów:

środa, 6 lipca 2016

Obejrzane filmy (5)


"Przyjaźń czy kochanie?" to pełna intryg historia miłosna rozgrywająca się na salonach osiemnastowiecznej Anglii. Piękna wdowa Lady Susan Vernon (Beckinsale) przyjeżdża do rezydencji swoich teściów, aby przeczekać plotkarską burzę, której jest bohaterką. Mając opanowaną do perfekcji sztukę uwodzenia, planuje znaleźć odpowiednią partię nie tylko dla pięknej córki, ale i dla siebie. O pomoc zwraca się do swej przyjaciółki Alice (Sevigny), jednak dwóch niezwykle przystojnych i przebiegłych zalotników pokrzyżuje ich plany.


Jestem wielką fanką Jane Austen i wszystkich ekranizacji jej książek, dlatego gdy usłyszałam, że wychodzi "Przyjaźń czy kochanie" wiedziałam, że muszę iść na to do kina. W roli głównej obsadzili Kate Beckinsale, którą od czasów "Underwald" bardzo lubię. Muszę powiedzieć, że film wzbudził we mnie mieszane uczucia, ale zdecydowanie nie żałuje, że go obejrzałam. Historia jest jak najbardziej ciekawa. Początek filmu wciąga, a przy końcówce uśmiałam się do łez (a to się rzadko zdarza). Środek filmu trochę kuleje, ale myślę, że było to potrzebne by na końcu wywołać u widza śmiech. Jak najbardziej polecam tę produkcję wszystkim, którzy tak jak ja uwielbiają Jane Austen i komedię, ponieważ w porównaniu do poprzednich ekranizacji ta wywołała u mnie najwięcej śmiechu. Film wciąga i poważnie rozważę zakupienie książki. 


sobota, 25 czerwca 2016

Ulubione lakiery na lato


Lato za oknem już w pełnej okazałości. Nie wiem jak wy, ale w takie upały potrafię jedynie przetrwać nad morzem, dlatego teraz, w samym środku gorącego miasta, szukam każdego skrawka cienia, aby się nie roztopić. Zmiana pory roku zmieniła przy okazji mój cały makijaż (tzn prawie jego brak lub postawienie na mocne usta) jak i lakiery do paznokci, które obecnie noszę najczęściej. Dzisiaj z wielką chęcią zaprezentuje Wam moje ulubiony typy i kolory, choć jak możecie już zauważyć- latem królują u mnie róże i niebieskości. 



niedziela, 19 czerwca 2016

Dorota Świątkowska- Moje wypieki (porównanie książek)


Dzisiaj przyszła pora na recenzje moich trzech ulubionych książek do pieczenia niebiańskich deserów. Jeżeli mam być szczera to zazwyczaj stawiam na szybkie, nieskomplikowane dania, ale gdy w ręce wpadła mi pierwsza część serii "Moje wypieki i desery" coś się zmieniło i postanowiłam wreszcie odważyć się na coś bardziej kreatywnego w kuchni. Najlepiej zacząć od tego co się najbardziej lubi, dlatego w moim przypadku są to książki z różnymi ciastami, tortami, ciasteczkami itd. Już wcześniej zaglądałam na bloga Doroty Świątkowskiej- to właśnie klimat jej strony i przepiękne zdjęcia natchnęły mnie do kupna jej książek. Są one o wiele wygodniejszą formą niż ciągłe zaglądanie w kuchni do laptopa. 
Udało mi się przy pomocy mojego M. (który swoją drogą jest wielkim fanem moich udanych/nieudanych prób kulinarnych) zdobyć wszystkie wypuszczone przez Dorotę książki. Jedne lubię bardziej, inne mniej. Dzisiaj chcę krótko zrecenzować każdą z nich i wyłonić tę moim zdaniem najlepszą część i tę nieco gorszą, choć i tak muszę przyznać, że nie żałuje kupna żadnej z nich. 
Jeżeli tak jak ja, jesteście fanami deserów i lubicie sami tworzyć słodkości do zapraszam dalej:

sobota, 11 czerwca 2016

Łupy- maj


Maj jest jednym z moich ulubionych miesięcy. Z nutą ekscytacji czekam zawsze na swoje urodziny i na to co przyniesie mi kolejny rok życia. Dzisiaj przychodzę do Was z łupami, a głównie rzecz biorąc z prezentami, które udało mi się zgarnąć podczas urodzin. Do tego musiałam dokupić dwie rzeczy w Rossmannie.
Jak widzicie nie jest tego dużo. Ostatnio staram się zdecydowanie stawiać na jakość, niż na ilość dlatego nie ma tu dużo kosmetyków kolorowych. Dosyć gadania, przejdźmy do perełek:

sobota, 4 czerwca 2016

Letnie zachcianki


Powracam do Was z kolejną porcją książek i kosmetyków, o których gdzieś tam pomiędzy pisaniem swojej pracy na studia marzę. Na liście nie umieściłam brązowej, małej torebki na której poszukiwania idę jutro jak i cieniutkiej letniej sukienki, której nadal brakuje w mojej szafie, a pogoda za oknem daje w kość. Nie znalazły się tu również dwie rzeczy, które normalnie by się tu ukazały, ale z powodu moich ostatnich urodzin (lata lecą do przodu, a duchem nadal stoję w miejscu) leżą już obok mnie. Bardzo lubię tego typu posty, dlatego koniecznie dajcie mi znać o czym wy skrycie marzycie. Takie małe marzenia są jak najbardziej do zrealizowania i ogromnie cieszą :) Nie przedłużając, oto moje letnie zachcianki:


poniedziałek, 23 maja 2016

Makeup Revolution- Death by chocolate



Dzisiaj przychodzę do Was z postem na temat czekoladowej palety z Makeup Revolution. Zaraz po moim powrocie do Polski (luty) zwróciłam uwagę, że już od tak dawna nie kupowałam żadnych cieni, że niewiele mi ich zostało i czas zdecydować się na jakąś paletę. Początkowo zastanawiałam się nad Zoevą (do której nadal wzdycham i jestem pewna, że to właśnie te palety kupie następnym razem), ale gdy zobaczyłam te czekoladowe opakowania z Makeup Revolution, wiedziałam, że to właśnie będzie to. Zdecydowałam się na dwie palety- ciemną czekoladę, o nazwie Death by chocolate, o której napiszę Wam dzisiaj i na białą czekoladę- Naked chocolate.

sobota, 14 maja 2016

MUSICAL: Skrzypek na dachu



W ostatni weekend razem z rodziną odwiedziłam teatr muzyczny w Poznaniu i jak się okazało był to doskonały pomysł, ponieważ jeszcze żadnej musical tak mnie nie rozśmieszył, a jednocześnie zasmucił i wciągnął na tyle głęboko w swoją treść, że bez chwili zawahania wybiorę się tam ponownie. Szczerze mówiąc wstyd mi było kiedy moja mama była na "Skrzypku na dachu" już co najmniej 2 razy, a ja nawet nie wiedziałam o czym ten musical jest. Jestem niezmiernie szczęśliwa, że oderwałam się od monitora komputera i zaznałam trochę prawdziwej sztuki.



wtorek, 10 maja 2016

Rossmann, promocja -50%- MOJE ZAKUPY


Zazwyczaj nie pchałam się Rossmanna kiedy nadchodziły promocje -50%. Zawsze brakowało mi cierpliwości do tłumu ludzi i co najgorsze- do kobiet, które otwierają wszystkie produkty, tylko nie testery, a potem jak gdyby nigdy nic odkładają je na półkę. W tym roku miałam upatrzone kilka produktów, które chciałam wypróbować i oczywiście kupić o połowę taniej. Jakże miło się zdziwiłam kiedy w moim Rossmannie przy półkach z kosmetykami stała ekspedientka i  upominała wszystkie te niewychowane kobiety (tak, tak- moim zdaniem są po prostu niewychowane). Dzięki temu w moje ręce wpadło wszystko co zamierzałam kupić, nieotwierane, nieużywane i po prostu tanie :) Jestem ciekawa co wy kupiłyście, na co najbardziej czekałyście, lub na co niestety się nie załapałyście.

środa, 4 maja 2016

Kupujmy świadomie- testowanie na zwierzętach



Proszę Was tylko o jedną rzecz- wpiszcie w google testowanie na zwierzętach i wejdźcie w witrynę z grafiką. Widzicie to całe cierpienie, krew, koty (które przecież wiele z nas ma) i inne zwierzęta, które cierpią tylko i wyłączenie przez naszą nieświadomość i obojętność?


poniedziałek, 2 maja 2016

Lakiery kwietnia- Essence, Essie, Joko, Wibo


Dzisiaj powracam do Was z podsumowaniem lakierów, które gościły w minionym miesiącu na moich paznokciach. Choć kwiecień mimo początkowych, ciepłych dni nie okazał się wcale bardzo wiosennym i przyjemnym miesiącem, to jak możecie zobaczyć na zdjęciach- starałam się przywołać wiosnę chociaż lakierami do paznokci. 

Jakie kolory teraz najczęściej nosicie na paznokciach? :)


niedziela, 24 kwietnia 2016

Obejrzane filmy (4)



Oparta na prawdziwych wydarzeniach poruszająca historia przyjaźni dwojga ludzi, która na zawsze zmieniła ich życie. Pojawienie się ekscentrycznej starszej pani w jednej z eleganckich dzielnic Londynu budzi niepokój jej mieszkańców. Panna Shepherd mieszka bowiem w vanie, którego, jak twierdzi, zaparkowała "tymczasowo" na podjeździe domu Alana Bennetta. Spędziła tam kolejnych 15 lat. Z każdym dniem relacje tych dwojga zacieśniają się, przechodząc powoli w prawdziwą przyjaźń.

O tym filmie chcę wspomnieć jako pierwszym, ponieważ wywarł na mnie najlepsze wrażenie i jak mam być szczera- na pewno obejrzę go ponownie. Na filmwebie produkcja ta jest zaliczana do gatunku dramatu i biografii. Z całą pewnością dodałabym tam jeszcze komedię. Zawsze z wielką przyjemnością oglądam filmy oparte na faktach. Jedne są bardziej, inne mniej prawdziwe, jednak Dama w vanie podbiła moje serce. Z jednej strony mamy prześmieszne dialogi (szczególnie polecam osobom, które lubią angielski humor), świetnych aktorów (czy istnieje ktoś kto nie lubi Maggie Smith?), a z drugiej piękną i wzruszającą, jednak zachowaną w normalnym, nieprzesadzonym tonie historię. Polecam ten film każdemu, a szczególnie fanom Angielskich produkcji. Jest to jeden z lepszych jakie ostatnio widziałam, a Maggie Smith choć ma swoje lata to nadal daje z siebie wszystko jako aktorka.


Chińczyk Wei Ling Soo jest najznamienitszym iluzjonistą swoich czasów, ale mało kto wie, że za jego sceniczną maską kryje się arogancki Anglik - Stanley Crawford (Firth), żywiący wyjątkową awersję do wszelkiej maści spirytystów. Za namową przyjaciela Stanley wyrusza z misją do położonej na Lazurowym Wybrzeżu posiadłości rodziny Catledge. Na miejscu, udając zamożnego biznesmena, ma zdemaskować oszustwa pięknej kobiety-medium - Sophie Baker (Emma Stone), rzekomo potrafiącej czytać w myślach i rozmawiać z duchami. Zadanie Stanleya skomplikuje się, gdy on sam wpadnie w sidła zniewalającego uroku Sophie, a próbka niezwykłych zdolności medium na dobre zachwieje wszystkim, w co dotychczas wierzył.

Być może niektórzy z was pamiętają, że jestem wielką fanką Colina Firtha i oglądam każdą produkcję, w której zagrał. "Magia w blasku księżyca" była w kinach już jakiś czas temu, ale niestety nie miałam czasu iść na seans i w rezultacie obejrzałam ten film dopiero teraz. Cóż mogę powiedzieć. Najbardziej spodobał mi się sarkastyczny humor Stanley'a i przepiękne widoki na Prowansję. Akcja odbywa się w latach 20, więc te sukienki, sposób ubioru- jak najbardziej do mnie przemówiły. Niestety gorzej już było z fabułą. Powiedziałabym, że najciekawszy był początek filmu i sam jego koniec, w środku nieco się nudziłam, ale dla pięknej Prowansji i Firtha w roli głównej i tak warto zobaczyć tę produkcję.



Opowieść o młodzieńczych latach wyjątkowej królowej, której panowanie przeszło do historii jako "epoka wiktoriańska". Już jako nastolatka Wiktoria potrafiła uniezależnić się od zaborczej matki oraz jej nieprzychylnego małżonka, a w miesiąc po 18 urodzinach została królową Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii. Wkrótce potem los postawił na jej drodze księcia Alberta i serce młodej monarchini zaczęło bić szybciej. Zdając sobie sprawę, że młodzieniec jako młodszy syn pomniejszego niemieckiego księcia nie śmiałby poprosić o rękę królowej Wielkiej Brytanii, Wiktoria postanowiła przejąć inicjatywę…

Film do obejrzenia dla każdego fana filmów kostiumowych i historii Anglii. Fabuła całkowicie oparta na faktach, a Emily Blunt, choć początkowo nie mogłam jej sobie wyobrazić w tej roli- zagrała dobrze. Myślę, że jeżeli ktoś nie zna historii Wiktorii, która była w swoim rodzaju buntowniczką i postanowiła sama zawalczyć o swoją miłość- to jak najbardziej polecam. Film dobry, aczkolwiek nie miał w sobie czegoś co by mnie ujęło. Brakowało mi chemii między głównymi aktorami, przez co trudno było uwierzyć w tak w wielką miłość na ekranie godną takiego ryzyka. 


Dwoje astronautów szuka sposobu przetrwania, kiedy ich stacja zostaje prawie całkowicie zniszczona przez szczątki satelity. 

Czy ktoś jeszcze nie widział tego filmu? Obejrzałam go tydzień temu i mając w głowie "Marsjanina" nie sposób nie porównać choć trochę tych filmów. Niestety nie ma o czym mówić. "Grawitacja" w wykonaniu Sandry Bullock zupełnie mnie nie przekonała, a wręcz momentami śmieszyła swoim przerysowaniem, głupotą głównych bohaterów i po prostu nudziła. Akcja dzieje się cały czas w kosmosie, czyli w programach komputerowych, więc w takich produkcjach, poziom filmu zależy od tego czy główny bohater podoła roli i nas zaciekawi czy też nie. Niestety w porównaniu z "Marsjaninem", film ten wypadł po prostu słabo. Może gdybym obejrzała "Grawitację" jako pierwszą byłoby inaczej, no ale niestety. Jestem ciekawa jak tam Wasze wrażenia z tego filmu :)


Anglia, XVIII wiek. Wdowa i jej trzy skrajnie różne od siebie córki zostają zmuszone do opuszczenia rodzinnej posiadłości.


Każdy z nas słyszał o śmierci naszego Snape'a- Alana Rickmana. Idąc tym tropem postanowiłam zobaczyć w jakich filmach grał i czego jeszcze nie widziałam. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu zagrał w "Rozważnej i romantycznej"- kultowym, nieco starym już filmie. Zdałam sobie sprawę, że nigdy nie widziałam tej produkcji w całości, na spokojnie. Nie zawiodłam się. Jako wielka fanka Pana Darcy'iego i innych ekranizacji książek Jane Austen, ta tylko potwierdziła moją opinię, że te filmy ogląda się z czystą przyjemnością. Uwielbiam oglądać i poznawać tamtejsze realia i aż miło się patrzy na bardzo młodą Emmę Thompson i oczywiście Alana. 

Dajcie znać co Wy ostatnio widziałyście :)

niedziela, 17 kwietnia 2016

Łupy- marzec, kwiecień


Zaraz po tym jak dodałam poprzedniego posta z zakupami, wybrałam się do Rossmanna i Natury. Tak więc, już następnego dnia miałam do pokazania kolejne łupy. Poczekałam jeszcze kolejny miesiąc i wczoraj będąc w Douglasie obiecałam sobie, że do końca kwietnia już żadna kolorówka nie wpadnie w moje ręce. W poście z zachciankami pokazywałam Wam książkę kucharską, którą dostałam parę dni temu na imieniny (mój kochany M. chyba wpada czasami na bloga), jak i paletkę z TheBalm, którą sprawiłam sobie wczoraj i z której niesamowicie się cieszę. Zacznijmy od początku:

Już od dawna chciałam zobaczyć jakie efekty wywrze na mojej skórze maseczka zrobiona z węgla. Niestety  z powodu czystego lenistwa sama nie zdecydowałam się jej zrobić, więc wpadły mi w ręce plastry głęboko oczyszczające na noc, czoło i brodę z Dermopharmy. Jak możecie zobaczyć na zdjęciu już je wypróbowałam i po jednym użyciu byłam niesamowicie zaskoczona efektem. Dostaniecie je w Rossmanie za 6-7 zł. Do swojej pielęgnacji dołączyłam także olejek z jojoba ze Starej Mydlarni, który stosuje na noc lub kiedy mam już na prawdę suchy wiór na twarzy. Dostanie go w Naturze w cenie 30 zł.



Wykończyłam swój żel do brwi z Eveline i będąc wczoraj w Rossmannie wpadła mi w ręce maskara do brwi z Maybelline, która obecnie jest na promocji i kosztuje 20zł. Jestem bardzo ciekawa jak się będzie sprawdzać i czy ujarzmi moje "sowie" brwi. W dalszej kolejności widzicie dwie, słynne już pomadki z Bourjois Rouge Edition Velvet. Pierwszy egzemplarz dostałam na początku marca i był to numer 10, który niestety na moich ustach wypada dość brzoskwiniowo, a niżeli różowo. Wczoraj kupiłam jej siostrę o numerze 2. Obecnie te pomadki też są na promocji i można je złapać za 38 zł.


Liczyłam, że moja lakierowa mania już przeminęła, jednak jak udowadnia to zdjęcie i cała szuflada lakierów- to były tylko marzenia. Widząc tak piękną wiosnę za oknem chciałam odświeżyć nieco swój zbiór i dołączyłam do "kolekcji" dwa lakiery z Golden Rose o numerach 8 i 69, jak i jeden piękny, niebieski lakier z MissSporty o numerze 175


I na koniec zostawiłam swoją perełkę, która jest ze mną dopiero od paru godzin. Bardzo, ale to bardzo długo zastanawiałam się nad jej kupnem, ale cena 250 zł nieco mnie odstraszała. Parę dni temu dowiedziałam się o promocji w Douglasie, gdzie między innymi właśnie ta paletka została przeceniona i można ją obecnie dostać za 190 zł, co moim zdaniem jest dość sporą obniżką ceny (kiedy spojrzymy na to, że jeden bronzer kosztuje 80 zł).  Nie będę więcej o niej pisać, bo na pewno zrobię o niej osobny post, gdy już bliżej się poznamy. Koniecznie dajcie znać jakie inne produkty z TheBalm są godne uwagi.

Koniecznie dajcie znać jakie perełki Wy upolowałyście w ostatnim czasie :)

sobota, 9 kwietnia 2016

Wiosenne zachcianki

Nadeszła wiosna to i przyszła mi ochota by nieco urozmaicić swój makijaż, ponieważ od lat używam tych samych kosmetyków i cieni. Dzisiaj pokażę Wam jakie rzeczy chciałabym dostać w swoje ręce i mam nadzieję, że prędzej czy później mi się to uda. Pominęłam całkowicie te pięknie kwieciste spódnice, sportowe buty i biżuterię, która wpadła mi w oko bo po prostu jest tego za dużo i jak to zazwyczaj bywa to co pięknie wygląda na stronie Internetowej, tak dość nieciekawie wypada w rzeczywistości.
Koniecznie dajcie mi znać na co Wy teraz polujecie :)


1. Jestem totalnie uzależniona od miętowej kuleczki EOS, dlatego chciałabym się zaopatrzyć w ten sam produkt, ale w sztyfcie. Tak żeby wrzucić do torebki i móc szybko go użyć gdy będzie taka potrzeba.
2. Gdy zobaczyłam ją po raz pierwszy na oficjalnym profilu Makeup revolution, wiedziałam, że wpadłam po uszy. Mowa tu o ich nowej paletce Fortune Favours The Brave. Przepiękne cienie, małe- takie do zużycia, idealne. Tylko czekam, aż pojawi się w Polsce.
3. Kolejna paleta, o której gdzieś tam po cichutku sobie marzę. Mowa o produkcie z TheBalm- of your hand, czyli zestawienie wszystkich kultowych kosmetyków tej firmy. Niestety cena w tym przypadku trochę poraża, ale w zestawieniu z cenami pojedynczych produktów to taka paleta wypada bardzo korzystnie.
4. Już od jakiegoś czasu czytam na blogach o firmie Nacomi i jej bardzo dobrych kosmetykach. Ostatnio byłam nawet w Hebe, ale niestety nie natrafiłam na produkty, który najbardziej mnie interesuje- malinowy mus do ciała. 
5. Od tygodnia testuje próbkę tego kremu BB (Missha wrinkle filler) i jak najbardziej wywarł na mnie pozytywne wrażenie. Jak tylko wykończę swój zapas próbek to na pewno sięgnę po pełnowymiarowy produkt.
6. Na koniec zostawiłam perełkę, którą mam nadzieję zdobyć jak najszybciej. Mam tu na myśli najnowszą książkę najpopularniejszej słodkiej blogerki- Doroty Świątkowskiej pod tytułem "Moje wypieki. Wielki powrót". Mam jej pierwsze dwie książki i jestem w nich zakochana. Piękne zdjęcia, dobre przepisy (takie do zrobienia dla kogoś kto za dużego doświadczenia w pieczeniu nie ma) no i ta oprawa graficzna. Mój must have :)

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Doodle inwazja- relaksująca kolorowanka


   Na prawdę ciężko jest powrócić do rzeczywistości po świętach. Najchętniej powróciłabym do jedzenia przepysznych dań, spacerowania i chwilowego "nic-nie-robienia". Niestety co dobre szybko się kończy. Dzisiaj powracam do Was z dość nietypowym postem. Jak już Wam wcześniej wspominałam ostatnie miesiące nie oszczędzają mnie i mam dość stresujący okres w swoim życiu. Wtedy to właśnie w moje dłonie trafiła kolorowanka dla dorosłych, coś bardzo popularnego obecnie i coś do czego nie mogłam się na początku przekonać.
   Nie wiem jak wy, ale jako dziecko uwielbiałam rysować i kolorować. Było to coś co mogłam robić godzinami i sprawiało mi ogromną przyjemność. W myśl zapracowanych, zestresowanych ludzi wyszło parę kolorowanek przeznaczonych dla dorosłych (dzieci oczywiście też mogą z nich korzystać), które mają za zadanie odstresować nas chociaż na chwilę i wyładować swoje emocje lub twórczą wenę. 
   Otrzymałam kolorowankę, która najbardziej trafiła w moje gusta. "Doodle invasion" czyli inwazja bazgrołów to pozycja z 50 stronami wypełnionymi uroczymi stworkami, które w porównaniu z innymi kolorowankami wydaję mi się nad wyraz ciekawa. Można by było samemu wydrukować sobie wybrane przez siebie obrazy z Internetu, jednak moim zdaniem 24,90zł za taką ilość stron i to w dodatku na grubym, solidnym papierze to nie jest duża kwota. Sporo czasu schodzi na malowanie jednej strony, dlatego robię to partiami. Parę razy w tygodniu tak po 20 minut (zamiast siedzenia przed telewizorem lub monitorowania facebooka) i muszę przyznać, że mimo początkowego sceptycyzmu to naprawdę działa. Przez chwilę mogę poczuć się jak dziecko, które nie ma żadnych obowiązków i może być w swoim własnym świecie.
   Myślę, że to bardzo przydatny "wynalazek". Może wydawać się to totalną dziecinadą, ale ludzie różnie się relaksują i na mnie taka chwila kolorowania działa bardzo dobrze. Obrazki są tak urocze, że pokusiłabym się nawet o oprawienie ich i powieszenie w dziecięcym pokoju. 

Co myślicie o takiej formie relaksu? Może macie inną wersje kolorowanki? Koniecznie dajcie znać :)






sobota, 26 marca 2016

Balsam do ust EOS




Od kiedy pamiętam testuje najróżniejsze, pielęgnacyjne produkty to ust i to często z różnym rezultatem. Ostatnio wpadły mi w ręce (no może sama po nie sięgnęłam) jajeczka do ust z EOS, które kupiłam w będąc jeszcze w Niemczech. Ich cena to 5 euro, w Douglasie je widziałam po 25 złotych za sztukę. Jeden taki balsam ma pojemność 7 gram i starcza to na naprawdę bardzo długi okres codziennego używania.

Co jako pierwsze rzuca się w oczy? Oczywiście niezwykle oryginalne opakowania. Moim zdaniem idealnie wpasowują się w klimat Wielkanocny. Jest urocze i za każdym razem gdy wyciągam EOS z torebki, wszyscy zwracają na niego uwagę zastanawiając się co to może być. Posiadam dwie wersję tego balsamu- raspberry pommegranate i sweet mint. Jeżeli chodzi o działanie to jest zachwycona. Początkowo byłam sceptycznie nastawiona, tak jak do większości tak słynnych produktów. Do ich zakupu zdecydowanie zachęcił mnie ich naturalny w 100% skład, którego zdjęcie macie poniżej. Co jak co, ale skład to najważniejsza dla mnie rzecz, szczególnie przy pielęgnacji problematycznych dla mnie miejsc. Usta potrafią mnie piec dzień w dzień, szczególnie jak wyjdzie słońce, a od kiedy używam tych produktów już nie odczuwam takiego dyskomfortu i zdecydowanie polepszyła się ich kondycja. EOS stosuje pod wszelakie pomadki i konturówki, dzięki czemu nie mam wysuszonych i pod koniec dnia już zmaltretowanych tymi pigmentami ust. Szczególnie do gustu przypadła mi wersja sweet mint, która pachnie identycznie jak uwielbiane przeze mnie czekoladki after eight i która pozostawia na ustach delikatne uczucie mrowienia- bardzo przyjemne. Pachną przepięknie, a do tego jeszcze słodko smakują. Mój ideał. Wiem, że istnieje jeszcze wersja w sztyfcie, na którą w niedalekim czasie też na pewno się skuszę.

Do wyboru są jeszcze inne wersje takie jak: lemon drop, summer fruit, strawberry sorbet, honeysuckle honeydew, bluberry acai, vanilla mint, blackberry nectar i coconut milk.

Koniecznie dajcie mi znać czy używałyście tych balsamów, a jeżeli nie to jakie są waszymi ulubieńcami.
Jako, że to ostatni post przed świętami to życzę Wam również bogatego zająca, jedzenia bez tycia i żebyście spędzili Wielkanoc z bliskimi w miłej atmosferze. No i oczywiście, żeby pogoda nam wszystkim dopisała, bo co jak co, ale Wielkanoc z pięknym słońcem za oknem to coś pięknego :)