sobota, 30 stycznia 2016

Łupy- grudzień, styczeń


Jak widzicie na zdjęciu, podczas grudnia i stycznia przybyło mi naprawdę sporo kosmetyków kolorowych- w szczególności produktów do ust, które w porze jesiennej i zimowej są moimi ulubieńcami. Widzicie tu także część prezentów, które dostałam na święta jak i z okazji mojego powrotu do Polski. Pojedyncze produkty pochodzą z DM, które kupiłam przy okazji mojego wyjazdu do Kolonii na targ bożonarodzeniowy. 


Moim hitem stały się zdecydowanie kredki z Golden Rose, jestem nimi oczarowana i w najbliższych dniach zamierzam się zaopatrzyć w jakieś jaśniejsze kolory- na zdjęciu widzie nr 05 i 09.
Dodając do tego moje prezenty na święta: Kobo- matte lips, NICEA, Kobo- colour trends, Dusky Rose i konturówki z Primarka o których pisałam Wam w poprzednim poście (KLIK)- produkty do ust stają się powoli moją obsesją.


 Makeup Revolution- dwie czekoladowe palety- Death By Chocolate i Naked Chocolate- jeden prezent, druga paleta to moja sprawka. Przez długi czas zastanawiałam się jakie palety kupić, ponieważ zdążyłam wykorzystać wszystkie swoje zbiory. Nie chciałam czegoś drogiego, a widząc te opakowania i oglądając swatche, stwierdziłam, że koniecznie muszę je mieć. Są przepyszne!


Burberry- Body: zapach, który chodził za mną od dawna. Dość ciężki, ale niezwykle kobiecy. Mój facet wiedział co mi kupić na święta, żebym była w siódmym niebie.
Poniżej dwie maskary z P2, kupione w DM, póki co używam tej szarej (5D star) i niestety nie robi ona jakiegoś szału na rzęsach, ładnie rozczesuje, ale nie pogrubia. 



Olejek ze Starej Mydlarni- dużo o nich słyszałam, a jeszcze nigdy nie używałam. Czas wypróbować. Wybrałam wersję jojoba.
Lakier z Essie, peak show- bliźniak Fiji, przepiękny.
Kobo, baza pod cienie- to już moje 4 opakowanie, jestem z niej zadowolona.
Essence, puder z serii Winter Wonderful- daje identyczny efekt jak puder ze starej limitowanki Blossoms, piękna, zdrowa cera- lekko rozświetlona.


Jajeczka EOS- moje pierwsze spotkanie z nimi. W użyciu obecnie jest wersje pomegranate raspberry, a w kolejce czeka sweet mint.
Vichy- aqualia thermal krem na dzień, to już moje drugie opakowanie, bardzo lubię kremy z tej serii, więc tylko czekam na jakąś promocję na krem na noc.
Nivea-mus do loków- chyba jedyny produkt, który nie obciąża mi włosów i nie robi z nich strąków. Jeżeli znacie coś lepszego, co się u was sprawdza do utrzymania loków lub jakiś produkt do termoochrony to będę wdzięczna za nazwy :)


EDIT: Parę chwil temu otrzymałam do testowania żele z Carexu, wygrane w konkursie u Idali (KLIK).

Znacie, któryś z tych kosmetyków? Co Wam "wpadło" do kosmetyczki ?

wtorek, 26 stycznia 2016

Paznokcie stycznia - Golden Rose, Catrice, Essie




    Miesiąc styczeń upłynął mi pod hasłem mojego powrotu do Polski i załatwiania wszystkich potrzebnych dokumentów. Jestem niesamowicie szczęśliwa móc pisać dla Was post już z mojego rodzinnego lokum. 
Na dworze chłodno i nieprzyjemnie, dlatego też na moich paznokciach gościły ciemniejsze kolory lub pudrowe róże, które są moim ulubionym odcieniem na każdą porę roku. 



Na sylwestra wybrałam lakier, który jeszcze nigdy mnie nie zawiódł i który gości w mojej kosmetyczce już od paru lat. Mowa tutaj o numerze 337 z Golden Rose, seria Paris. Przepiękny, oryginalny kolor, który trzyma się na paznokciach bardzo długo. Nigdy nie odpryskuje i zmywam go tylko ze względu na odrost paznokci i starte końcówki. Zdjęcia były robione 5 dnia i jak widzicie nadal wygląda bardzo dobrze. 


Typowo zimowy kolor: niebiesko-szary. Mowa o numerze 15 z Golden Rose, seria Rich Color- muszę powiedzieć, że jest to jedna z moich ulubionych serii. Lakiery mają bardzo dobre krycie i długo trzymają się na paznokciach. Seria ma grube pędzelki- dla małej płytki paznokcia może to być problematyczne.



 Jak już wspomniałam mam małego "fizia" na punkcie jasno-różowych lakierów. Ten oto z Catrice o numerze 08 Little Dose of Rose jest mocno przybrudzonym różem. Jest to seria soft matt- jednak mnie to wykończenie nie przekonuje, dlatego nakładam na niego top coat. Lakier na paznokciach wygląda przepięknie jednak ze względu na jego trwałość chce go jak najszybciej zużyć i zapomnieć o nim. Produkt już tego samego dnia potrafi odprysnąć, na moich paznokciach trzyma się najdłużej 2 może w ostateczności 3 dni i wygląda na tyle niechlujnie, że konieczne jest pomalowanie paznokci na nowo. Choć kolor piękny to niestety, nie polecam.


Tutaj moja absolutna nowość i najnowsza miłość- lakier z Essie o nazwie Peak show z najnowszej kolekcji zimowej 2015. Przepiękny, rozbielony, jasny róż. Mogłabym ten kolor nosić codziennie. Peak show jest prawie identyczny jak już osławiony Fiji, jednak jest o jeden, mały ton jaśniejszy, jeszcze bardziej rozbielony. Jako wielka fanka Fiji, nie mogłam go sobie odpuścić. Trzyma się u mnie tak jak każdy lakier z Essie- 4-5 dni i zaczyna odchodzić warstwami.

 Poniżej wstawiam zdjęcie porównujące Fiji i Peak show- niestety mój aparat nie oddał tej drobnej różnicy w odcieniach, musicie mi wierzyć na słowo.


Od prawej: Fiji, Peak show


sobota, 16 stycznia 2016

Primark- PS lip liner pencil 01 i 09


Niedawno postanowiłam po raz ostatni przejść się na "małe" łowy do Primarka, przed moim powrotem do Polski. Do koszyka wpadły mi dwie konturówki z serii PS lip liner pencil. Po wymacaniu testerów stwierdziłam, że za cenę 1,50euro, aż szkoda ich nie wziąć, nawet jeżeli w ostatecznym rozrachunku by się nie sprawdziły.
Wybrałam kolory 01 i 09(dark pink), które ze spokojem mogą być noszone na co dzień. W kolekcji tych kredek znajdziemy jeszcze 3 inne odcienie. Produkt ma 16g i jest do użytku przez 2 lata- więc ze spokojem można je zużyć.


01- to wpadający lekko w brąz nudziak, który na ustach wygląda bardzo delikatnie i naturalnie. Nie byłam przekonana co do tego koloru, jednak jak możecie poniżej zobaczyć wygląda idealnie do codziennych makijaży
09- kolor ten był opisany jako dark pink i tak w rzeczywistości można go opisać. To przybrudzony róż, który ładnie ożywia nam twarz i pasuje do każdego typu urody.


Jak to każda konturówka, potrafią wysuszyć usta i podkreślić suche skórki, dlatego polecam przed nałożeniem jakiejkolwiek konturówki posmarować usta jakimś lekkim balsamem. Wtedy nie ma żadnego problemu, wręcz nie zauważyłam żadnej różnicy między nimi, a tymi z wyższej półki. Kredki śmigają łatwo po ustach, są dość miękkie (masełko to to nie jest, ale z całą pewnością nie są to igiełki), więc łatwo się z nimi współpracuje. Trzeba je oczywiście ostrzyć/temperować, ponieważ nie są wysuwane. 

Jakie są wasze ulubione konturówki do ust? Mam zamiar rozejrzeć się jeszcze przy stoisku Essence i Lovely.

niedziela, 10 stycznia 2016

FRANCAIS PRESENT- magazyn do nauki francuskiego


Proces nauki języka bywa bardzo trudny. Obecnie jestem na etapie kiedy wiem, że mam coś w głowie, kiedy potrafię się ze spokojem dogadać, ale nie potrafię przejść poziom wyżej- do nauki bardziej skomplikowanej gramatyki (nauka, nauką- problem leży w tym, że jej po prostu nie używam, bazuje na prostych konstrukcjach), czy też trudniejszego słownictwa. Znajduje się gdzieś między poziomami B1 i B2, znając niektóre "smaczki" z C1 i nadal nie umiejąc niektórych "smaczków" z poziomów początkujących. Do tego z pewnością przyczynił się fakt, że do nauki doszły mi kolejne dwa języki, więc nie mogłam już całkowicie poświęcić się językowi francuskiemu. Stanęłam w miejscu.

Tutaj pojawił się dylemat co zrobić, by chociaż małymi kroczkami posuwać się do przodu i nie znudzić się, mając na głowie wiele innych spraw. Pewnego dnia w Empiku natknęłam się na półkę poświęconą językom obcym i moim oczom ukazał się wtedy mój przyszły "must-have"- magazyn Francais Present. 


Magazyn możemy dostać w Empiku, jak i również w większych salonach prasowych (widziałam je także w Piotrze i Pawle) lub po prostu zamówić przez Internet na stronie kiosk.colorfulmedia.pl. Kosztuje 10,90zł i co muszę niestety podkreślić- jest to kwartalnik, więc wychodzi tylko 4 razy do roku, co według mnie jest zdecydowanie za rzadko, ponieważ ze spokojem cały magazyn można przerobić w ciągu 3 tygodni, miesiąca. Tak więc, kolejne dwa miesiące czekam na kolejny numer. 

W każdym numerze znajdziemy pięknie ozdobione zdjęciami artykuły i co jest naprawdę skutecznym trikiem- pod każdym artykułem jest lista słownictwa, które może sprawić nam problem i dzięki, któremu nie musimy zaglądać do słownika, co znacznie zaoszczędza nam czas. Artykuły mają różną tematykę, dotyczą podróżowania, znanych osób, ciekawostek i aktualnych wydarzeń ze świata francuskojęzycznego. Każdy dział (culture, actualite) jest określony danym poziomem, dzięki czemu możemy sprawdzić czy dajemy sobie radę na wyższych poziomach. 


Przy niektórych artykułach znajdziemy kod MP3, za pomocą którego możemy wysłuchać jak lektor nam czyta i sprawdzić czy na pewno wiemy jak poprawnie wymówić wszystkie słowa. Na stronie Internetowej magazynu znajdziemy także listę słownictwa i arkusze pracy dla nauczycieli, którzy chcieliby wykorzystać dany artykuł ze swoimi uczniami. Świetna sprawa.


 Na przedostatniej stronie znajdziemy mini quiz, który sprawdza nasze zrozumienie tekstów. Prócz tego, przy poszczególnych artykułach odnajdziemy również mini ćwiczenia, które urozmaicają nasz czas spędzony z tym magazynem. Jeżeli komuś nie po drodze do Empiku lub sklepów prasowych, możliwa jest prenumerata Francais Present lub zakup poszczególnych, archiwalnych numerów.


Oczywiście nie każdy uczy się języka francuskiego, więc do wyboru mamy również inne języki: angielski (i angielski biznesowy), niemiecki, hiszpański itd. Każdy znajdzie coś dla siebie. 
Z całego serce polecam te magazyny, po dzięki temu można łączyć przyjemne z pożytecznym. Zalecałabym jednak by sięgały po nie osoby, które znają podstawowe słownictwo i gramatykę danego języka. Jako typowy wzrokowiec, dzięki Francais Present jestem w stanie oswoić się z różnymi konstrukcjami i konektorami, co później przekłada się na to co sama piszę i mówię. Myślę, że jest to coś świetnego dla osób, które kochają naukę języka jak i dla tych, którym idzie to bardziej opornie :)

sobota, 2 stycznia 2016

Postanowienia na 2016 rok // skromne podsumowanie

Zdecydowanie mogę powiedzieć, że rok 2015 był dla mnie czasem, kiedy wiele się wydarzyło w moim życiu. Zarówno tych dobrych jak i złych rzeczy, choć na szczęście z przewagą tych pozytywnych. Mam wielką nadzieję, że tak też będzie w tym roku, ponieważ czeka mnie parę ważnych spraw, z których nie chciałabym mieć złych wspomnień.

Najważniejszym wydarzeniem było to, że zostałam po raz trzeci ciocią. Niesamowicie dumną i szczęśliwą ciocią i choć wcześniej też już nią byłam to jednak oglądanie mojej ukochanej siostry w ciąży, a potem jej pierwszego dziecka, przeżywanie tych emocji- tego nie da się opisać.

Potem nastała pora na moją tymczasową przeprowadzkę do Belgii. Było to zdecydowanie coś ważnego, przygotowania, stosy papierków, pakowanie i zaaklimatyzowanie się w innym kraju. Z pewnością dało mi to sporo doświadczenia i choć sprawiło mi to też wiele problemów to cieszę się, że podjęłam taką, a nie inną decyzję.

Do tego mogę dodać również przeczytanie ponad 100 książek (niektóre z nich były naprawdę krótkie, stąd ten sukces), wiele zwiedzonych miejsc (Norwegia-Stavanger, słynny Preikestolen, Belgia- Antwerpia, Brugia, Bouillon, Bruksela,Gandawa, Liege, Niemcy-Kolonia, Polska-Szczecin, Pobierowo), zrobienie praktyk, jak i zużycie wielu zakurzonych kosmetyków.

Z pewnością uważam rok 2015 za udany, mam nadzieję, że uda mi się spełnić jak najwięcej postanowień z naszego nowego roku. Oby był to rok radości dla nas wszystkich :)

Mała migawka z 2015  roku:


1. Bruksela  2. Gandawa  3. Liege  4. Brugia


1. Kolonia  2. Bouillon 3. Szczecin 4. Norwegia- Preikestolen


1. Najlepszy deser w 2015  2. Najukochańszy 3. Pierwsza podróż samolotem zaliczona 4. Norwegia 


1. Park przy Browarze w Poznaniu  2. Wypoczynek w Pobierowie  3. Spakowani do Belgii               4. Szuflada wielkanocnych skarbów


Postanowienia na 2016 rok:

1. Przeczytać co najmniej 50 książek.

2. Wypróbować 5 nowych przepisów kulinarnych (zupełnie nie idzie mi gotowanie i wypróbowanie nowych receptur, więc muszę trochę nad tym popracować)

3. Wyjechać w 2 podróże.

4. Częściej nosić spódnice i sukienki (tyle mam ich w szafie, a i tak zawsze wybieram spodnie).

5. Dodawać przynajmniej 1 post na miesiąc (przy tym ile pracy mam do zrobienia w tym roku, chcę żeby chociaż raz na miesiąc coś się pojawiało)

6. Nie przejmować się głupotami i częściej się uśmiechać (zawsze, ale to zawsze się wszystkim niepotrzebnie przejmuję, więc liczę, że małymi krokami to zmienię)

Życzę Wam wszystkim, by wszystkie wasze noworoczne postanowienia spełnił się i by ten rok był dla was jak najbardziej radosny i szczęśliwy :)